Emigracja -3-
Mam już dosyć konserw. Mielonka z puszki to chyba podstawowy produkt żywnościowy Polaka pracującego za granicą. Gotujemy na tym dosłownie wszystko. Od kanapek, po krokiety z ryżem i konserwą. Jejku nie mogę już patrzeć na konserwy. Jeszcze ten okropny chleb, o warzywach i owocach nawet nie warto wspominać. Chleb tutaj mają jakby był z waty, jeżeli mocno ściśniesz kromkę chleba, to możesz ją zmniejszyć do dosyć małej kulki. Pieczywo sprawia wrażenie, jakby było sztucznie napompowane. Pewnie jest. Jeżeli chodzi o warzywa i owoce, to nie zależnie czego spróbujesz, masz wrażenie, że jesz papier. Nie jest dobrze. W Polsce jest teraz lato. Ależ za mną chodzi zapach truskawek. Takich dojrzałych, zwykłych truskawek, które można kupić na straganie. Udało mi się znaleźć pracę. W małej włoskiej restauracji. Jest naprawdę malutka i wydaje się bardzo przytulna. Pracuje tam kilka osób. Dziewczyna, która zajmuje się sprzątaniem, zajmuje się zmywaniem, czyszczeniem naczyń i pomaga w kuchni. Jest czymś w rodzaju pomocy kuchennej. Jest węgierką i całkiem nieźle mówi po angielsku. Zauważyłam śmieszną zależność. Zdecydowanie trudniej jest mi zrozumieć rodowitych Anglików, mówiących po angielsku niż osoby z innych krajów. Po prostu posługujemy się tym samym słownictwem. A już zrozumienie lekko pijanego Szkota czasami graniczy z cudem. Beer czy bill brzmi tak samo. Oki tak więc w tej restauracji pracuje dziewczyna, która zajmuje się sprzątaniem kuchni. Ja zajmuje się salą, jestem kelnerką, czasami też sprzątam, poleruje sztućce i przygotowuję stoły. Wszystko było by naprawdę w porządku, gdyby nie szef, a jednocześnie właściciel tej budy. Najkrócej można go podsumować, mały, obleśny Włoch, który się ślini na widok każdej ładniejszej dziewczyny. Jejku, aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl o nim. Ma może z metr pięćdziesiąt w kapeluszu i jest łysy. Zawsze ma brudny fartuch. Jest okropny.
Z czystym sumieniem, mogę polecić ten artykuł sprz?tanie mieszka?